Domowa zagroda : rysy dziejów polskich w opowiadaniu powieściowém dla młodzieży. cz. 1 (Miniszewski Józef Aleksander)
Strona 9
jego przykładem wszyscy ruszyli dopiero. Przed kościołem nowe rozpoczęły się witania stryja mojego. Ale że jakoś wszystkim niepomału spieszyło się do domów, pożegnali się rychło sąsiedzi, odkładając na jutro objaśnienia, a wszystkich też dziadek zaprosił podobno na obiad na drugie święto. Bo w dzień pierwszego święta, staroświeckim obyczajem kółka tylko zgromadzały się familijne, w odwiedziny nie zajeżdżano nigdzie w sąsiedztwo; a u mego dziadka i przykładem jego w sąsiedztwie całem, stary zwyczaj zachowywano uroczyście.
Przy śniadania i obiedzie, stryja Józefa usadzano na pierwszem miejscu, zaraz po dziadku. Dziadek sam równie z innymi był ciekawy przygód, jednakże wstrzymywał wszystkie opowiadania do popołudnia.
Miałem wtedy, jak wiecie, lat pięć dopiero. Nie mogłem przeto ani rozumieć, ani spamiętać opowiadania mojego stryja. W kilka lat później, kiedy już umiałem i pamiętać i myśleć, powtórzył mi to wszystko kochany stryjaszek, co niegdyś w Wielkanocne Święta opowiadał rodzinie. Dziś znam jeszcze lepiej historyą mojego stryja, najmniejsze z życia szczególki pamiętam. Aby więc nie rozrywać całości, będę wam tak opowiadał, jak gdybym mając pięć lat wszystko to już wtedy dobrze spamiętał i rozumiał.
W komnacie mojego dziadunia, umeblowanej staroświeckiemi meblami, w krzesła i kanapy o wysokich rzeźbowanych poręczach, a wszystkie wyplecione trzciną w siatkę bardzo misterną, jak to i dzisiaj wznawiają, po ścianach wisiały portrety królów, hetmanów, wszystkie w zbrojach. Bardzo uroczysty był ten pokój. Jedna postać obrazu zżyma się, a na czole piorun, druga uśmiecha, a uśmiech taki twardy, surowy, że i od niego strach; trzecia zadumana, a i ta zadumka taka poważna! Patrząc na te obrazy stawał