Domowa zagroda : rysy dziejów polskich w opowiadaniu powieściowém dla młodzieży. cz. 1 (Miniszewski Józef Aleksander)
Strona 60
dziewięć lat natenczas, chciał przypatrzyć się wojnie i za pozwoleniem ojcowskiem, towarzyszył Sieciechowi w najściu na Morawy. Czechy dobrze mieli zapłacone swoje niecnoty, bo Sieciech pobił ich wojska i trzy razy liczniejsze wziął lupy w sprzętach i ludziach, co przywiódł do Polski, a mnóstwo miast i włości czeskich ogniem i mieczem splondrował.
Ale Pomorzanie niedługo siedzieli spokojnie i zaczęli nowe spiski kojarzyć, a zebrawszy siły, twierdzę Międzyrzec wziąć umyślili. Jakoż w niegotowości oręża, za zdradą załogowych żołnierzy, wzięli zamek; ażeby zaś mieć bezpieczne w nim schronienie i na wycieczki przytułek, wzmocnili go potężnie. Wtedy Bolesław królewicz, sam już dowództwo objął nad wojskiem; Sieciech za doradzcę jedynie był mu dodanym. Silą niepodobna było odebrać poganom obronnego zamku. Bolesław tedy rozpoczął oblężenie, głodem usiłując przymusić ich do poddania. Gdy przy nadchodzącej zimie, stary Sieciech radzić począł odstąpienie od miasta i zaprzestać niekorzystnych szturmów, Bolesław przypomniał mu, że on sarn jest wodzem, a wojewoda słuchać go winien. Obrażony Sieciech obóz królewicza opuścił. Nadeszła zima, a gdy błota opasujące zamek pomarzły, podkopy szły łatwo i twierdza tak ściśniętą została, że Pomorzanie poddać się musieli.
A Bolesław szeroko splondrowawszy ich ziemie, z boga tyra łupem powrócił do ojca, wielką uczyniwszy sobie sławę.
Sieciecha tymczasem potęga stała się dla wszystkich nieznośną, najgłówniejsi nieprzyjaciele wojewody, zawiązali konfederacyą na Szląsku przeciwko niemu, a dla uczynienia sprawy swojej zacniejszą, wyprawili poselstwo do Saksonii i wydostawszy z klasztoru Zbigniewa, pobocznego syna Hermanowego, naczelnikiem go swoim czynią i do Wro-