Domowa zagroda : rysy dziejów polskich w opowiadaniu powieściowém dla młodzieży. cz. 1 (Miniszewski Józef Aleksander)
Strona 6
w sercu miło, kiedy patrzyłem na modlącego się dziadka, że długobym jeszcze nie usnął.
W progu kaplicy klęczał dziad z brodą czarną, niezmiernie obtargany i postarzały na twarzy. Nie miał on jak inne dziady torbo w pod pachami na chwestę, jeno paciorki u pasa i obrazek Boga Rodzicy na piersiach. Prawie starzy mijać go mieli, kiedy on ręce szeroko rozciągnął i upadł do nóg dziadkowi, zawoławszy:
— Mój ojcze!
— Józef! wykrzyknęli oboje dziadkowie.
Tu dopiero było płaczu i radości, wszyscy ze łzami ściskają go z kolei i płaczą. Wiecie kto to był? To był mój stryj Józef, najstarszy z całej rodziny.
— Podniesie się mój synu kochany, nieszczęśliwy!.... wołał dziadek stary, szlochając.
— Nie mogę sam, nie potrafię...
— Cóż ci jest?
On podał ręce, stryjowie go podnoszą, a on nie miał nogi jednej!
Ani opowiedzieć nie zdołam, jak to było wszystko i radosne i smutne.
Odtąd wszyscy jednego tylko stryja widzieli. Przygody i opowiadania jego pamiętam do dziś dnia. A że potem wiele mówił mi rzeczy z historyi polskiej, bardzo pożytecznych i mnie to wtedy tak zajmowało, że miałem za największą łaskę chwilę opowiadania stryja; spodziewałem się, że wam młodzi przyjaciele zrobię przyjemność i dam co na pożytek gdy to spiszę. Niech was uczą te opowiadania o czynach dobrych królów i zacnych mężów. Co zdziałali oni, to zdziałali z tego przekonania, że się tak godzi i powinno czynić. A lubo zawsze czynić dobrze jest cnotą, wiele ten ujmuje sobie zasługi, a czynom świetności, kto sławę tylko umiłował. Kto żyje dla samego imienia, jest próżnym egoistą, samolubem. Taki człowiek bliźnich nie kocha, ho jemu bożyszczem pierwszem on sam, dla oka ludzkiego tylko czyni, co czyni. Słuchajcie co wam opowiadać będę, bacznie