Domowa zagroda : rysy dziejów polskich w opowiadaniu powieściowém dla młodzieży. cz. 1 (Miniszewski Józef Aleksander)
Strona 37
— A po cóż tobie tam synu? Azali nie dosyć i luda do wojennej potrzeby sprawnego doma? a chleba braknie ci smacznego ? a knieje nie pełneto zwierza ? a dziedziny nie dosyć szerokie?
— Ojcze, panie! dostatek doma wszelaki, toć i za nim do ludzi nie tęskno, ale szumią po głowie pieśni dudarzy, lirników o książętach za górami bogatych, o rycerskim obyczaju sławnym, oto i za tem ciekawe tesknią oczy!
— A jakiż tam obyczaj, kędy zapierają się bogów i stare niszczą świątnice? A jacyżto owi ludzie, co zapierają się ojców i ich cnoty?
— Otoż i w tem ponęta zaznać bogów nowych, co tacy przemocni.
— Nie szukaj ich daleko, a szukaj około siebie! Wypiera się wojewoda Sławobój błędu, choć mi szeptali o tem rzetelni, jakoby dawał u siebie przytulenie czeskim kapłanom nowym.... A brat jego, na hańbę imienia sławnego, Jakóbem nazwał się.... a mył ciało wodą, dla zmycia brudu przeszłości sławnej!...
I stary król wysilony gniewem aż ustał, bo mu sił brakło; przed nim zdumiony stał książę młody Mieczysław, gniewem ojcowskim strwożony. Król uspokoiwszy się dalej tak mówił:
— A kiedy ci tam do obcych taka ochota, to idź, a gdybyś miał mi zbłądzić, stary obyczaj skazić, przekleństwo moje spadnie na ciebie i potomstwo twoje na wieki! Synu mój, krwi moja! przedewszystkiem miej w nieustannej pieczy cnotę!
Niedługo zbrojny hufiec wyruszał z Kruszwickiego zamku. A na czele hufca książę młody, narodu wszystka nadzieja, rysią skórą odziany, w żelaznej lśniącej zbroicy, z żelaznym mieczem u boku, na wiatronogim pędził rumaku.