Domowa zagroda : rysy dziejów polskich w opowiadaniu powieściowém dla młodzieży. cz. 1 (Miniszewski Józef Aleksander)
Strona 30
Ale co mu tam po innem było bogactwie, kiedy w domu dostatek, jest czem gościa uraczyć, a przyjaciół wieniec i miła sercu białogłowa żona, i syn, jedynak co prawda, ale wielka dla ojca nadzieja. Podrastało pacholę i nieraz za ojcem do boru topór poniosło, lub matce w domu służyło ochotnie; a jakto nie było miłować Piastowi usłużnego dziecięcia! Kończyło się lat siedm jedynakowi i nadszedł dzień, obyczajem uświęcony starym, na postrzyżyny. Piast w dom gościnę sprosił liczną, a Rzepicha, skrzętna gospodynia, starunku dołożyła wprzódy i gości było czem przyjąć. Chleb rumiany, kołacze, mleko niby śnieg białe, a smaczne. A on sam miodu nasycił i dwa ciołki z obory własnej, bogom na ofiarę przeznaczył.
Zaledwie słońce jesienne na niebo pogodne spojrzało, już zewsząd liczne drużyny ciągły do Piastowej zagrody. A głód natenczas był wielki po Lackiej ziemi, toć każdy rad zdążał do Piasta na biesiadę. Spodziewał się Piast wiele, a przybyłe daleko więcej i wojewody sławne, gęślarze i lirnicy, ofiarnicy i kapłanowie. Zakłopotali się gospodarstwo na taki narodu lik; w sułku (1) ziarna starczyło, w oborce była trzoda, dla tyla przecież wszystko mało.
Pośród ludu na biesiadzie byli dwaj młodzieńce przecudnej urody, cudzoziemce, bo nikomu nieznani. Z oczu im jasność błękitnego nieba patrzyła; złoty włos pierścieniami spływał na barki, a szaty mieli śnieżnej białości. Wszyscy na nich jeno patrzeli, a nie dziwili się mowie, nie dziwili się szatom, ale piękności anielskiej. Piast i Rzepicha, co tylko zostało gdzie w komorze pożywienia, to gościom wynieśli,

-----------------------------------------------------------
(1) Sułek, to samo co spichrz.