Domowa zagroda : rysy dziejów polskich w opowiadaniu powieściowém dla młodzieży. cz. 1 (Miniszewski Józef Aleksander)
Strona 3
mig oddali do niej na wychowanie. Rodzice, lubo mię kochali bardzo, nieśmieli dziadkom odmówić. Było to prawie w Święta Wielkanocne, kiedy cała familia zjechała się do moich dziadków. Znacie moi przyjaciele młodzi te uroczystości familijne. Nic rozkoszniejszego nad to krewieńskie zebranie, gdzie bratnie serca dzielą się szczęściem!
W wielką sobotę bardzo rano obudziłem się, bo kochałem starych dziadków i ledwie serce nie wyskoczyło do nich na wiadomość, że pojedziemy do Grzymalina. Toć każda chwila wiekiem mi się zdała z niecierpliwości. Ledwie dzień zajaśniał, już Michał, stary sługa mojego ojca, zaprzęgał czwórkę do powozu. O! nigdy nie powitałem szczerzej starego Wącha.
Po kilku godzinach podróży stanęliśmy w Grzymalinie. Wiosna co dopiero ożywiać poczęła uśpioną naturę. Murawy zieleniały się i fiołki z pieluszek wyglądały na świat boży. Na wierzbach pączki rozwijały się zwolna. Ślicznie było na świecie, rozkoszne miały być święta. Zpomiędzy lip i klonów odwiecznych, wyglądał stary dworzec grzymaliński dachem wysokim, o dwóch kondygnacyach. Cała wieś jakby w lesie, zarosła sadami, a wszystko zapowiadało obfitość. Oknami ze dworu wyglądało mnóstwo głów i główek; kiedy zajechaliśmy w dziedziniec, to przed sienią huknęły ogromne brytany, a jakby na dane hasło, drzwi sieni roztwarły się i na powitanie aż na ganek wyszli oboje dziadkowie.
Dziadek był wysokiego wzrostu, nieco pochylony, miał siwe włosy i białe wąsy długie. Chociaż rumiany i dosyć otyły, z postawy wyglądał na silnego jeszcze, to na czole jakoby już jesienna chmurka, a w oczach płomień gasnący z za mgły to niby przeglądał. Przykre czyni wrażenie starość. Patrzeć na zgrzybiałego starca, to zdaje się że on z umarłego już świata, myślą bez ustanku niby za groby już