Domowa zagroda : rysy dziejów polskich w opowiadaniu powieściowém dla młodzieży. cz. 1 (Miniszewski Józef Aleksander)
Strona 18
pijawki stawia, goli głowę i lód na nią kładzie; to tylko pamiętam. Później długo, długo śniłem, nie wiedziałem co się dzieje ze mną, aż zacząłem sobie przypominać wszystko.
Około mojego łóżka stał doktór z uśmiechem zadowolenia, i trzymał moję rękę.
— Wszystko dobrze, zawołał, poznajecie mię panie Starzo?
— Nie przypominam sobie...
— Sześć tygodni temu, było bardzo źle z wami; kiedy mig wezwaliście panie Starzo, nie było nadziei! Sprowadziłem do was szesnastu naszych doktorów, kazali wam umierać, ja jeden nie traciłem nadziei i oto przychodzicie do zdrowia. Szczęście, że znalazłem na stole list wasz do rodziców, on mię objaśnił o waszej przeszłości, a sztuka lekarska miała z niego wielką pomoc!
— Wdzięczny wam panie jestem; a rychło będę mógł powstać'?
— Nie turbujcie się panie, jesteście w moim domu, bo hotel dużo kosztuje a waszych pieniędzy nie znaleźliśmy. A mieliście je pokazuje się z listu. Widać was okradli]
Tak jest, ukradziono mi pięćset talarów, bo w Anglii nie miałem potrzeby nic wydać; poczciwi marynarze opatrzyli mię w przyjaciół i we wszystko. Pomijam wiele drobnych szczegółów. Moich pieniędzy trudno było poszukiwać, uczyniłem sobie ślub — o zebranym chlebie zajść do Częstochowy, a z tamtąd dopiero do was najdrożsi rodzice. I nie dałem wam żadnej o sobie wiadomości przez całą chorobę, co skończyła się dopiero z zimą. Około piętnastego lutego wyruszyłem w drogę, pożegnawszy najuczciwszego z ludzi mego doktora. Nie chciałem przyjąć od niego pieniędzy, tłumaczyłem się moim ślubem, wszelako od jego żony przyjąć musiałem pierścień kosztowny. Wzamian oddałem jej moje szczudło