Domowa zagroda : rysy dziejów polskich w opowiadaniu powieściowém dla młodzieży. cz. 1 (Miniszewski Józef Aleksander)
Strona 15
złudzeń przywyknąwszy, znowu wpadłem w zwyczajną oziembłość, odrętwienie. A głód przypomniał się zaraz. Zwierzęcym zmysłem rzucam oczyma dokoła, dostrzegam ulubionego ślimaka i gonię za nim po dawnemu, chwytam i spożywam chciwie.
Wtedy uczułem że mnie za barki z tyłu ktoś chwyta i woła:
— Co ty robisz, co robisz nieszczęśliwy?
— Nic, głód, boli.... nędza....
— Pójdź ze mną, pójdź! skończyła się twoja nędza. Ja cię opatrywać będę!
— Ha! ha! ha! zaśmiałem się dziko: precz mary!precz mary!
— We mnie dusza, siostrzyca twojej! Pójdź bracie, pójdź bracie, pójdź ze mną!
— Może ty dusza siostrzyca mojej.... naprawdę może.... O! jakże wiele ich tutaj wypędziły z ciał braci moich choroby, miecze i zdrady Murzynów! Wy się błąkacie tu duszeczki lube? O przyjdźcież! przyjdźcież częściej do żywego brata porozmawiać z nim, ulitować się nędzy i piosenkę zaśpiewać rodzinną!
Ja marzę sobie, a morze zdala mruczeć poczęło i rosnąć coraz to szybciej. Znowu ten sam zwierzęcy zmysł pognał mię ku brzegowi, szeptałem sobie: "morze przybiera!" Ale jakoś zapóźno się wziąłem do odwrotu i woda goniła mig szybko. Razem jak piórko chwyta mię siła jakaś potężna, i czuję że posuwam się tak szybko jak od lat kikunastu nie doświadczałem.
Długo nie wierzyłem sobie, aż znowu z tego pagórka na którym cały ranek czatowałem, dostrzegam okręt niedaleko od brzegu i znowu okrzyk radości z piersi wypłynął. Wtedy młodzieniec upewniać mię począł że on jest z tego okrętu i że mię do Europy przewiezie. Powoli, w miarę oswajania się z błogą rzeczywistością, nadzieja w serce wstępować