Domowa zagroda : rysy dziejów polskich w opowiadaniu powieściowém dla młodzieży. cz. 1 (Miniszewski Józef Aleksander)
Strona 14
co uśpił. Powlokłem oczyma po niegościnnej ziemi i znów obróciłem się na morze, co moję duszę pieściło i żywiło lat tyle. Opadło właśnie. Począłem się spuszczać co prędzej,. aby uchwycić kilku szlimaków i pożreć nim znowu podniosą się wody, i stanąłem na piaskowem wybrzeżu.
Czy uwierzycie? — ja usłyszałem piosnkę słyszaną od kolebki! Tak, piosenkę, tą mową, co mi nad kolebką szczebiotała,
o świecie, o ludziach mową rodzinną! Jakież to było zbudzenie czarowne! Z piersi mojej szalenie radosny wyleciał okrzyk, witałem brata i błogosławiłem ziemię z której on przybywa. Oglądam się dokoła i spotykam młodego człowieka, z podziwieniem wpatrującego się we mnie. Oj! bo ja też byłem podobniejszym do szatana niż człowieka, moja radość nawet co malowała się na licu, to była radością rozpaczającego, tak boleść już stała się życiem mojem.
— Kto jesteś i co tu robisz? zapytał mig młodzieniec.
— Bracie! ratuj! ach ratuj! wołałem: długie lata nędzy mojej zakończ jeżeli możesz? Jam żołnierz, ty mój ziomek! Patrz, litość i wdzięczność niech cię poruszą! Litość niech obudzi w tobie moje ciało zbolałe —
— O! biedna ofiaro! z płaczem zawołał młodzieniec
i objął mię ramionami w uścisk serdeczny.
O! wtedy że nie popadłem w szaleństwo, to cud. Po latach tylu, łzę współczucia zobaczyć i braterskiego zakosztować uścisku, to było tak rozkosznie, tyle szczęścia jednym oddechem pociągnąłem w piersi, że już przez cały żywot nie znajdę go więcej!
— Powiedz mi, powiedz co o moich stronach, powiedz, może ty znasz moję rodzinę?...
Ja go pytam, on mówi. A mnie znów się zdaje że sen na strudzone upadł ciało, zamknął powieki, a na czarnem tle nocy malował mi obrazy szczęścia. Tyle lat do takich