Domowa zagroda : rysy dziejów polskich w opowiadaniu powieściowém dla młodzieży. cz. 1 (Miniszewski Józef Aleksander)
Strona 12
Produkta zamorskie, tojest kolonialne towary, miała Francya z Saint-Domingo i wysp przyległych. Posiadanie więc tego kraju było dla Francyi nieodzownem. A znowu, aby na tamtych morzach zapewnić sobie panowanie i wpływ u Indyan, trzeba było koniecznie utrzymać tę wyspę w posiadaniu. Napoleon tedy formuje korpus, sadza na okręta i pod dowództwem szwagra swego generała Leclerc, wysyła do Saint-Domingo, na poskromienie buntu i utrzymanie posiadłości. Znaczna część ziomków moich, zasłużonych we Włoszech i Egipcie, pod dowództwem generała Sułkowskiego została przeznaczoną do tej wyprawy. Zawziętość Murzynów z lwią siłą i wytrwałością bijących się o niezależność, to w polu otwartem, to zdradami, zasadzkami, tajemnem zabijaniem, truciem pokarmów i wody, z niczem w porównanie iść nie może. Dodajmy do tego, morowe powietrze, bo jak morowe powietrze spadła na nasze wojsko żółta febra, a będziemy mieli obraz okropnej wojny pod niebem pałacem jak ogień, na ziemi gdzie nie było jednego sprzymierzeńca pomiędzy mieszkańcami, chyba tacy, co na to wiązali się chwilowo, aby okropniejszy cios zadać.
Zapłynęła wyprawa z trzydziestu tysięcy ludzi złożona, a po bezskutecznych usiłowaniach, kilka tysięcy schorowanych, poranionych nędzarzy wróciło do Francyi. A ja nie byłem nawet i tak szczęśliwym. Order Legii honorowej cała nagroda i stopień majorski, były moimi towarzyszami w niewoli Murzynów, gdzie dostałem się poraniony z urwaną nogą. Litościwe niewiasty Murzynki zatrzymały mi życie, a Murzyn, co kiedyś służył u chirurga, dopełnił operacyi, odejmując mi nogę tak zręcznie, że siedm lat się goiła.
O Boże wielki! jakże był los mój okropnym! tułacz i żebrak, niezdatny do żadnej pracy, igrzysko dzikiego ludu zapalonego wściekłą nienawiścią ku Francuzom, byłem w mę-