Domowa zagroda : rysy dziejów polskich w opowiadaniu powieściowém dla młodzieży. cz. 1 (Miniszewski Józef Aleksander)
Strona 10
na oczach inny świat, świat stary, po którym chodziły olbrzymy silne. Jedna tylko budowa ciała dziadkowa była do nich podobna; toć zdawało się, gdy sam siedział w swojej komnacie, że on tara z braćmi swoimi starszymi rozmawia. Między dwoma oknami stało ogromne krzesło wybite skórami wygodnie, na którem siadł dziadek, a wieńcem dokoła niego obsiedli wszyscy goście; nam dzieciom przykazano ciche sprawowanie się, bo stryj opowiadać będzie. Niepotrzebne były przykazywania, bo stryj Józef takie wrażał uszanowanie dla siebie, że nawet Antoś, roztrzepaniec, co bez ustanku psoty wszystkim wyrabiał, to dla niego był najpowolniejszym.
Mój ojciec wyręczając gospodarza, rozlał wino w kieliszki, babunia szafranową rozkrajała babkę, aż zapach buchnął na cały pokój, a stryj Józef w te słowa opowiadać zaczął:
"Przypominacie sobie państwo, że dwadzieścia kilka lat temu, opuściłem kraj. Nie posiadając ani majątku, ani rzemiosła, rzucony w dalekie strony, doświadczyłem wielkiej nędzy. Dopiero sława Bonapartego, wojującego we Włoszech, pociągnęła mnie ku Apeninom, i zaciągnąłem się do legij włoskich jako prosty żołnierz. We wszystkich bitwach, począwszy od Arkole, miałem udział, a długą zasługą, zwróciłem uwagę wodza na siebie. Gdy we Włoszech zrobiono spisek na życie Bonapartego, młody ten wódz musiał pomyśleć o bezpieczeństwie swojem na przyszłość i ustanowił oddział jazdy, pod nazwą Gidów, do strzeżenia wyłącznie jego osoby. Zasłużeńsi żołnierze składali tę gwardya, a ja miałem szczęście wnijść tam w randze oficera. Skończyła się wojna włoska, świetne zwycięztwa Bonapartego, zapewniły Francyi pokój na lądzie. Aby jednak upokorzyć Anglią, która pragnęła upadku Rzpltej francuzkiej, trzeba było